Droga edukacji

Drukuj

fot. A. DąmbskaZmiana jest i będzie zjawiskiem, które ludzi jednocześnie fascynuje i przeraża. Właśnie zmiana jest koniecznym elementem postępu i rozwoju, jednak niewielu potrafi zaakceptować to bez sprzeciwu. Gotowość porzucenia istniejącego stanu na rzecz czegoś nieznanego często powstrzymuje ludzi od działania – wolą ulec iluzorycznej stabilizacji. A przecież stabilizacja to koncept wymyślony przez człowieka; w naturze coś takiego nie istnieje. Jan Sztaudynger napisał, że „stabilizacją motylka jest szpilka”, ale nawet wtedy trwa w nim proces, który dotyczy nas wszystkich i naszego środowiska.

Żadna idea, rzecz, a nawet miasta, państwa czy my sami nie mają ostatecznej formy. Podlegają etapom w procesie rozwoju. Państwo, w jakim żyjemy, było kiedyś pomysłem ludzi, którzy wcielili tę ideę w rzeczywistość. Nadali kształt, zasady funkcjonowania i nie wiedzieli, co będzie jutro. Nieustannie z tego procesu czerpiemy i dajemy, słowem – współtworzymy.

Abraham Lincoln w grudniu 1862 roku powiedział: „Dogmaty cichej przeszłości są nieadekwatne w burzliwej teraźniejszości. Okazja jest przygniatana trudnościami, a my musimy wzrastać z okazją. Jako, że nasze wyzwanie jest nowe, musimy myśleć po nowemu i działać po nowemu. Musimy się uwolnić, a wtedy uratujemy nasz kraj”. Wzrastanie razem z okazją, czyli rozwój człowieka zaczyna bardzo wcześnie i bardzo późno kończy. Przysłowie wręcz mówi, że uczymy się przez całe życie.

Obecny system edukacji jako globalne zjawisko nie zachęca młodych ludzi do twórczego myślenia i działania na temat wyzwań, jakie stawia przed nimi rzeczywistość. Raczej zmusza do identyfikacji i przyporządkowania wyuczonej odpowiedzi do danego zadania. Nie pielęgnuje samodzielnego myślenia, a jedynie odtwarzanie. Zdolność dostrzegania wielu alternatyw i przemyślany wybór tej najlepszej, czyli wielotorowe myślenie abstrakcyjne jest postrzegane jako dziwactwo, a przecież – jak uczy historia – jest bliskie geniuszu. Inteligencję często rozumie się jako powtarzanie tych samych, utartych, ogólnie dostępnych schematów, oby tylko się zgadzać z innymi członkami grupy. To nie jest twórcze. Większość ludzi sądzi, że kreatywność to cecha dana wybranym – nic bardziej mylnego. Wielu też myśli, że zabawa to coś, z czego trzeba wyrosnąć, a nie sposób działania.

Niektóre rozwiązania, które kiedyś były skuteczne, teraz obciążają i hamują rozwój. Nie było w historii gatunku ludzkiego przypadku, kiedy interpretacja tego, co autor miał na myśli, cieszyła wszystkich, a system kar i nagród w nauczaniu tej interpretacji pochodził z motywacji wewnętrznej jednostek. Dogmatyczne zachowania są jak noszenie w plecaku kamiennych narzędzi w dobie internetu. Każdy z nas ma potencjał twórczy. Dzieci rodzą się poetami, naukowcami, artystami, a potem idą do szkoły, w której uczą się, że rozwiązanie już jest, tylko na końcu książki i nie wolno go nie znać lub podglądać. Ludzie, jak wszystkie inne organizmy, potrzebują odpowiednich warunków i środowiska, żeby wzrastać. Ironia polega na tym, że to właśnie ludzie tworzą swoje środowisko. Zmiana jednego elementu w organizmie wpływa na cały organizm, a zmiana organizmu rzutuje na całe środowisko. Jeśli człowiek jest zdolny modyfikować i łączyć pozornie niepasujące skomplikowane tworzywa, żeby np. stworzyć trzydaniowy posiłek przy świecach i świętować go z innymi ludźmi, to ten sam mechanizm, który ma początek w myślach i emocjach, może zastosować też do innych działań. Jeśli człowiek choć raz świadomie tworzył, ma twórczy wpływ na swoje otoczenie.

Każdy był kiedyś dzieckiem. Trzeba zaakceptować, że to nie młodzi ludzie „nie radzą” sobie w szkole, tylko że system jest przeterminowany i nie radzi sobie z obecnymi wyzwaniami. Stygmatyzowanie błędów sprawia, że jednostka boi się działać; usypia swój twórczy potencjał, nie chcąc poszukiwać samodzielnie. Główne „umiejętności”, jakie wynosi ze szkoły, to krytyka (głównie siebie), oddalanie się od innych i rywalizowanie. Nie można oczekiwać różnych rezultatów, robiąc ciągle to samo. Reformy edukacji w wielu krajach ograniczone są do kosmetycznych poprawek machiny, która nie spełnia podstawowego założenia – utrzymania umiejętności uczenia się. Lęk przed popełnieniem błędu jest w równym stopniu powodowany przez karę, co nagrodę.

Ludzie różnią się od siebie (trudno o większy truizm), a jednak wydaje się, że mało kto to dostrzega, hołdując nierealnemu założeniu, że można użyć jednej dla wszystkich miary i nagrody w postaci „oceny” indywidualnego rozwoju. System utrzymuje, że życie jest linearne, jak rubryczki w dzienniku szkolnym i tę tendencję próbuje się wdrożyć w ludzkie zachowania. Tymczasem życie to proces improwizacji – wie to każdy, kto wyszedł ze szkoły i spotkała go rzeczywistość. Bardzo wiele osób zajmuje się czymś, czego sobie wcześniej nie zaplanowało. Egzystencja to nieustanny dialog między umiejętnościami, talentem, nastawieniem i warunkami. Tworzymy nasze życie, nikt za nas go nie przeżyje. System edukacji, próbując standaryzować, hamuje zrozumienie naszych naturalnych, indywidualnych talentów i kreatywności. Założenie to wynika z przekonania, że inni ludzie rzekomo wiedzą lepiej, co jest dla nas najkorzystniejsze. W praktyce system edukacji zabiera ludziom to, co lubią najbardziej, czyli zabawę.

Żyjemy w świecie, w którym panuje ogromne zapotrzebowanie na twórczość i przygotowywanie niestandardowych rozwiązań, a system, który współtworzymy, skutecznie usypia młodych ludzi, wdrażając konformizm i standaryzację. Od pracowników wymaga się kreatywności, nie rozumiejąc, czym ona jest i nie zapewniając warunków do jej przepływu. Pewnym jest, że nie można oczekiwać kreatywności pod presją. Ona pojawia się w trybie operacyjnym, który naukowcy określają jako zabawę, a osoby najbardziej kreatywne – jako podobne do dzieci.

W dodatku system edukacji, jaki obecnie funkcjonuje, jest stosunkowo młodym modelem: został wymyślony na początku XIX wieku. To koncept edukacji darmowej, obowiązkowej i publicznej na potrzeby ówczesnych czasów. Wcześniej nie istniał. Główne założenia tego wynalazku opierały się na dyscyplinie, posłuszeństwie i autorytaryzmie. Władze oczekiwały, by naród był zgodny i potulny. A ludzie bardzo szybko przywykają do tego, co zastają. Model pruski rozprzestrzenił się błyskawicznie i wciąż funkcjonuje. Kwestionowanie tego jest często przyjmowane jako zagrożenie dla panującego porządku. Usprawiedliwianie i bronienie aktualnego stanu rzeczy tylko na podstawie faktu, że tak było do tej pory nie jest wystarczająco silnym argumentem. Żyjemy w interesującym czasie zmian, mamy dostęp do informacji, które obiegają planetę w ułamku sekundy i posiadamy możliwość korzystania z zasobów wiedzy, jakich nie miało żadne pokolenie przed nami. Oczywiście, nie można przekreślić całego systemu edukacji na świecie, bo ten system tworzą ludzie, którzy też są różni. W praktyce system edukacji to osoby, które w nim pracują i wiadomo, że często są wspaniałymi specjalistami, potrafiącymi w ramach istniejącego modelu przekazywać zdrowe zachowania. Ale to nie wystarcza. Tak samo, jak przedmioty wykładane w szkołach są bardzo ważne, ale nie wystarczające. Taniec, muzyka, teatr, sztuka, uwrażliwianie na wartości i akty twórcze istnieją w obecnym systemie w minimalnym wydaniu, a przecież są niezbędne i równie istotne, co matematyka czy język ojczysty. Dzielenie dziedzin nauki na poszczególne szczątkowe informacje w praktyce jest bardzo nudne i w żaden sposób nie zachęca młodych umysłów do eksploracji tych dziedzin. Dla przykładu, matematyka to nie tylko zadania z jedynym słusznym rozwiązaniem, które jest na końcu podręcznika – matematyka to także historia, filozofia, myśl polityczna i społeczna czy geografia.

Jesteśmy w okresie dużych przeobrażeń świata i tylko od nas zależy, w którym kierunku będziemy zmierzać. Jedną z propozycji zmian są szkoły demokratyczne. Mimo sztywności obecnego systemu edukacji widać tendencję przyzwalającą na reformę sposobu kształcenia. Tak, jak wszystko na świecie, także ten proces potrzebuje czasu i ciągłej uwagi. Każda osoba otwarta na nowość jest ważna i równie potrzebna, jak wszystkie inne elementy tej układanki, w której jest każdy z nas. Nie ma wyraźnej granicy dzielącej urzędników od „zwykłych obywateli”. Jedni i drudzy byli kiedyś dziećmi; mają też dzieci albo widzieli kiedyś w życiu dziecko. I znacząca większość chce obiektywnego dobra dla młodych pokoleń. Nie wszyscy jednak są zaznajomieni z dostępnymi alternatywami.

Idea szkół wolnościowych powstała znacznie wcześniej, niż wielu się wydaje. Wielką zasługą dla zmian jest postawa współtwórców tych szkół. Pierwsza szkoła demokratyczna (nazw jest wiele, ale idea wspólna) ruszyła w 1921 roku w Anglii. Jej założycielem był Alexander S. Neill. We wrześniu bieżącego roku rozpoczęło działanie pięć szkół demokratycznych w Polsce. Na świecie funkcjonuje ich ponad 200, a inicjatywa za każdym razem wychodzi od obywateli. W szkołach nie ma podziału na klasy i wiek, dzieci od 5 do 18 roku życia funkcjonują razem, dokładnie jak w „dorosłym życiu”. Nie sposób podać precyzyjnej liczby dzieci korzystających z tej metody, ale wiadomo, że coraz więcej ludzi decyduje się na edukację demokratyczną. Bardzo często to właśnie dzieci sugerują rodzicom tę drogę. Pięciolatek doskonale umie korzystać z takich narzędzi, jak wolność i wybór.

Założenie szkół demokratycznych jest szalenie proste: każdy sam wie, co jest dla niego najlepsze i rozwija się w najdogodniejszym dla siebie tempie. Ludzie są wzajemną inspiracją. Obecność i praca edukatorów w szkole polega głównie na relacji. Każdy dzień jest inny i każdy robi to, co chce, może i czego potrzebuje. Społeczności szkół demokratycznych współtworzą dzieci, ich rodzice i edukatorzy. W każdej jednostce dzieci ustalają zasady, które utrzymują się tak długo, dopóki efektywnie działają. Udział w lekcjach jest dobrowolny, dzieci zwykle uczęszczają na nie, kiedy są zainteresowane lub wiedzą i rozumieją, że jest im to potrzebne. Nie istnieje dzwonek i 45-minutowe zajęcia. Forma lekcji jest dowolna i indywidualnie kształtowana, jest w nich dużo elementów zabawy, eksperymentowania i poszukiwania.

Młody człowiek funkcjonuje jak reszta organizmów na świecie: potrzebuje dogodnych warunków i środowiska, aby samemu się rozwijać. Kiedy jest wewnętrznie motywowany, chce, a nie musi. Natomiast, jeśli dziecko żyje w atmosferze krytyki, surowości i stałego oceniania, staje się agresywne, nieśmiałe i uczy potępiać wszystkich, łącznie z samym sobą. Te negatywne zachowania stały się tak powszechne, że uznawane są za naturalne. A jednak można inaczej. Wstyd i ciągłe poczucie winy są doskonałymi mechanizmami kontroli, tylko nie mają nic wspólnego z naturalnym rozwojem. Takie wychowanie oddala człowieka od niego samego, a późniejsze konsekwencje są często takie, że ludzie nie znają samych siebie i nie wiedzą, czego w życiu chcą. Jest różnica między procesem „uczenia się” a „procesem nauczania”. Proces nauczania z systemem iluzorycznych kar i nagród skutecznie zniechęca ludzi do chęci poznawania świata.

Najprościej ideę szkół wolnościowych oddają dwa pierwsze zdania na stronie edukacjademokratyczna.pl: „W szkole demokratycznej dziecko jest traktowane jak pełnoprawny człowiek; decyduje o swojej edukacji zgodnej z wewnętrznymi potrzebami. Wspólnie z innymi, zarówno nauczycielami, jak i innymi uczniami, decyduje o zasadach i prawach panujących w szkole.”. W szkołach nie ma ocen, dlatego dzieci chcą eksperymentować, kwestionują i szukają własnych rozwiązań. Testowanie założeń jest kluczowe dla postępu i rozwoju. Środowisko szkół demokratycznych nie tylko umożliwia młodym ludziom naukę, ale przede wszystkim pozwala im sprawować kontrolę nad ich indywidualnym procesem rozwoju.

Janusz Perenc dla Forum Od-nowa

Czytaj również