Jak negocjować ze Stanami Zjednoczonymi

Drukuj

Manhattan. Fot. Rafał NowakRozmowy UE z USA o umowie handlowej zwanej popularnie „wolnym handlem” są de facto negocjacjami o nieskrępowanym dostępie (formuła często stosowana w takich sytuacjach to comprehensive economical agreement) do całego rynku UE przez USA, które uważają się za silniejszego partnera. Absolutnie nie chodzi tylko o stawki celne. Na stole negocjacyjnym są (lub będą) europejskie subwencje, różne kwotowania produkcji, wwozu produktów i gotowych wyrobów; wróci sprawa ACTA (oczywiście pod inną nazwą), szeroko rozumianych praw własności intelektualnej, dostępu do całego „przemysłu” wartości kultury europejskiej itp.

Francja będzie się starała blokować dostęp USA do sfery europejskich (czytaj: francuskich) wartości kulturalnych, gdyż uważa to – nie bez podstaw – za zagrożenie dla swojej realnej czy oczekiwanej dominacji kulturowej w Europie. Podobnie, jak dalszy los silnie subsydiowanego francuskiego przemysłu obronnego, energetyki jądrowej i rolnictwa jest źródłem poważnych niepokojów we Francji. W tej sytuacji Wielka Brytania tradycyjnie poprze stanowisko USA. W negocjacjach nie będzie mowy o swobodnym „transatlantyckim” przepływie ludności, z wyłączeniem tzw. profesjonalistów – drenaż tych ostatnich z Europy jest bowiem w interesie USA.

Polska nie jest bezpośrednim negocjatorem porozumienia, ale ma możność oddziaływania na rozmowy poprzez swoje placówki dyplomatyczno-ekonomiczne (Biura Radców Ekonomicznych) np. w Przedstawicielstwie RP przy UE w Brukseli – trzeba je tylko wzmocnić i wymagać aktywności w tym obszarze. Będąc Ministrem Pełnomocnym w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, wynegocjowałem – z sukcesem – ze stroną amerykańską trzy umowy, które do tej pory obowiązują.

Należy być przygotowanym na bardzo twarde, agresywne rokowania i nie lekceważyć strony amerykańskiej, gdyż ważne dla nas sprawy mogą być tak przegrane, jak kwestia wiz czy offsetu przy umowie o dostawy F-16. Ponieważ pierwszą sprawę obserwowałem osobiście (brałem udział w wypracowywaniu follow-up ze stroną amerykańską, który Amerykanie kilka lat później złamali), a w drugiej miałem dostęp do negocjatorów, wiem, że załatwiano je fatalnie: z polskiej strony była za duża doza naiwności politycznej i myślenia życzeniowego, a po stronie amerykańskiej mieliśmy do czynienia z profesjonalistami.

Jak wspomniałem, negocjowałem ze stroną amerykańską kilkakrotnie (nie tylko z ramienia Ambasady RP) i z mojej obserwacji wynika, że rokowania posuwają się szybko lub relatywnie szybko jedynie wtedy, gdy Amerykanie dostrzegają (czy im się to zasugeruje) interes w postępie rozmów lub pozytywne perspektywy wynikające dla nich z tych rokowań. Kiedy ten interes nie jest pewny i oczywisty, negocjacje idą dosłownie „jak po grudzie”, a ich wynik jest bardzo niepewny: sam dwukrotnie zawieszałem rozmowy, gdy szły w złym – moim zdaniem – kierunku.

Dostęp do rynku amerykańskiego jest bardzo ważny ale nie za wszelką cenę. Należałoby uważnie przeanalizować zapisy zawartej 18 października 2013 roku umowy UE i Kanady, tzw. CETA – Comprehensive Economical Trade Agreement, którą Polska ma ratyfikować do 2015 roku, gdyż negocjowana umowa handlowa z USA nie powinna odbiegać daleko od tej „kanadyjskiej”. Kanada uważa się (przynajmniej ze względów historycznych), za kraj quasi-europejski, gdyż należy zarówno do brytyjskiego Commonwealth’u, jak i francuskiej La Francophonie oraz jest jedyną na kontynencie amerykańskim monarchią konstytucyjną. Dlatego negocjacje w sprawach kultury nie były większym problemem, a podejście do spraw ochrony intelektualnej (copyright’s issues and intelectual property) jest w UE i Kanadzie zbliżone.

Wydaje się, że to USA powinno bardziej zależeć na porozumieniu z UE, gdyż sukces w tych negocjacjach może pomóc Stanom Zjednoczonym w rokowaniach TPP – Trans Pacific Partnership. Unia Europejska może zupełnie dobrze egzystować także i bez tej umowy, ale oczywiście lepiej jest (szczególnie w czasach kryzysu ekonomicznego) mieć wynegocjowany dostęp do tak wielkiego i pojemnego rynku ekonomicznego, jak USA.

Wojciech Gilewski, członek Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego i U.S. Naval Institut

Czytaj również