Po Kongresie Regionów

Drukuj

Od 16 do 18 czerwca br. miał miejsce przeniesiony ze Świdnicy do Wrocławia Kongres Regionów, zorganizowany z rozmachem przez Ringier Axel Springer Polska w Hali Stulecia. Przyznano na nim nagrody w rankingu Prezydentów Miast Newsweeka (wygrał Tadeusz Ferenc z Rzeszowa) i miast atrakcyjnych dla biznesu Forbsa (na podium stanęła Lesznowola, Zielona Góra, Rzeszów i Warszawa) oraz debatowano na ciekawy temat „Przywództwo, odpowiedzialność, rozwój. 25 lat doświadczeń samorządu terytorialnego”.

Wrocław. Fot. Rafał NowakSzkoda tylko, że nie dopisała – zapewne z powodu zbliżających się wakacji – frekwencja.

Niestety również, wiele sesji (zwłaszcza plenarnych) pozostawiło merytoryczny niedosyt, a niektóre wręcz zirytowały. Sprawiający wrażenie oderwanych od rzeczywistych problemów wspólnot paneliści prześcigali się w wystawianiu laurek samorządowi terytorialnemu, rzadko kiedy wznosząc się na poziom refleksji o konkretach, nie wspominając o braku propozycji systemowych na przyszłość czy fetyszyzowaniu dotacji unijnych. Często też grzeszyli uciekaniem w historyczne wspominki lub niewiedzą o aktualnych pracach nad reformami w JST, prowadzonymi w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego oraz przemianami samorządów na świecie, w czym „celował” prof. Paweł Swianiewicz.

Jednak najbardziej zdumiała niska kultura dyskusji, która uwidoczniła się w sesji z udziałem Gościa Specjalnego Kongresu, prof. Richarda Floridy z USA. Biznesmen Jacek Sadowski zarzucił mu „nudny” wykład, a architekt Jakub Szczęsny zakomunikował naukowcowi, że „nienawidzi” jego teorii. Na wysokości zadania stanął jedynie Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który dysponował głęboką wiedzą o teorii klasy kreatywnej. W kuluarach homofobiczne i ksenofobiczne gromy spadły też na Prezydenta Roberta Biedronia, potwierdzając jego ze wszech miar słuszne stwierdzenie, że Polska ma kłopot z triadą prof. Floridy (Technology, Talent, Tolerance), gdyż nie nauczyła się jeszcze tolerancji.

Lepiej od sesji plenarnych wybrzmiały panele dyskusyjne. Skrócony zapis jednego z nich przedstawiam poniżej.

Drugiego dnia Kongresu Regionów odbyła się sesja zatytułowana „Kiedy skończą się dotacje. Model samorządu bez dopłat”, prowadzona przez red. Dariusza Ćwiklaka z Newsweeka. Rozpoczęła ją moja prezentacja raportu „Samorząd 3.0” Forum Od-nowa (http://www.forumodnowa.pl/images/samorzad3.0.pdf), podczas której położyłam nacisk na rekomendacje w dziedzinach wymagających jak najszybszych zmian systemowych: finansów, ustroju, transparentności, samodzielności organizatorskiej JST i podziału terytorialnego.

Po niej głos zabrał Prezydent Wałbrzycha, Roman Szełemej. Zaczął od pytania retorycznego, czyli dlaczego przez ostatnie 25 lat nie wprowadzono w życie zmian, o których pisaliśmy w raporcie. Następnie podkreślił, że na pierwszym miejscu wśród problemów powinna znajdować się demografia oraz obniżenie kosztów działań samorządów, gdyż ludzi łożących na ich utrzymanie będzie po prostu mniej. Proces radzenia sobie ze zmianami cywilizacyjnymi musi być w JST ciągły, np. poprzez stałe dostosowywanie sieci szkół. W opinii Prezydenta, samorząd jest przerośnięty, a gdyby 1/3 wspólnot uległa anihilacji, nikt by tego nie zauważył. Wałbrzych uzyskał status miasta grodzkiego i są przykłady z gmin okalających, że mogłyby się przyłączyć. Roman Szełemej zaznaczył także, że przeceniamy rolę wolumenu środków z Unii Europejskiej. Jego zdaniem, po 2020 roku będzie w systemie jedynie trochę mniej pieniędzy.

Jako drugi wystąpił Paweł Lisowski, Dyrektor ds. współpracy z samorządami terytorialnymi w Banku Gospodarstwa Krajowego. Zaczął od konstatacji, że planowanie finansowe musi odbywać się w oparciu o wiedzę. Ludzie wprawdzie przeprowadzają się z miast na przedmieścia, ale nie znikają. Trzeba umieć się porozumieć, czego dobrym przykładem jest Zielona Góra, która połączyła się ze swoją gminą obwarzankową. Celem jest powrót mieszkańców do miast, do centrów. BGK obecnie finansuje 20 proc. kredytów JST. Potrzebne jest jednak spojrzenie kapitałowe i dlatego oferowane są różne fundusze, np. inwestycji samorządowych (instrumenty zwrotne). Program BGK Jessica to 100 projektów o wartości 2 mld zł, ale bank chce być raczej wsparciem i partnerem na ok. 2-3 lata, a nie pomocą na wieki. Chodzi o uruchomienie kapitałów firm i stworzenie finansowania „na miarę”. Młodzi ludzie powinni móc wynajmować mieszkania, a nie od razu je kupować, dlatego powstał program mieszkań na wynajem.

Kolejnym mówcą był Sędzia Jerzy Stępień, który przypomniał, że system PRL-owski upadł nie z przyczyn zewnętrznych, ale dlatego, że nie był w stanie realizować zadań. Zaakcentował też dużą rolę tzw. ustaw Wilczka, po których nastąpił plan Balcerowicza, a potem – reforma prof. Regulskiego. Zdaniem b. Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, najtrudniej jest ze zmianą mentalności. Samorządom narzucono podział na zadania własne (powinny być pokrywane ze środków własnych) i zlecone. Ale to tylko jeden z problemów. Potrzebny jest całościowy remont państwa, gdyż np. przepisy finansowe zniknęły z ustawy o samorządzie gminnym i nie ma podatku katastralnego. Sejm wykasował również instytucję dyrektora urzędu w gminie i przyznał diety radnym.

Ze względu na fakt, że powyższe wypowiedzi zawierały odniesienia do tez z raportu „Samorząd 3.0”, ustosunkowałam się do nich pokrótce. I tak, zachęcałam do uczynienia fuzji New Public Management (zarządzanie przez cele) z good governance (zarządzanie partycypacyjne), wzmocnienia funkcji autoregulacyjnych samorządu czy uzawodowienia radnych. Następnie zwracałam uwagę na wyczerpanie się rezerw prostych w JST, rosnącą rolę współpracy międzysamorządowej i PPP, groźbę recentralizacji, konieczność odpowiedniego onarzędziowania samorządu, który wykonuje większość usług publicznych, potrzebę respektowania zasad solidarności międzygeneracyjnej, stworzenia Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Samorządowego oraz urealnienia zasady domniemania kompetencji gmin. Mocno oponowałam przeciwko zwiększaniu obciążeń podatkowych obywateli i tłumaczyłam, że w polskich warunkach kataster się nie sprawdzi. Na koniec zgodziłam się z Sędzią J. Stępniem odnośnie reformy administracji.

W odpowiedzi Prezydent Szełemej stwierdził, że jesteśmy świadkami końca aktualnego porządku świata (w sensie ekonomicznym, społecznym i ekologicznym), a przykład Grecji pokazał, że solidarność międzypokoleniowa legła w gruzach. Nie wiemy, co będzie za kilka czy kilkanaście lat. Dlatego ważny jest katalog spraw na teraz: szkoły, opłaty, łączenie gmin. Samorząd musi się elastycznie dostosowywać do zmian. W Niemczech na dwie gminy przypada jedna jednostka obsługowa – czemu nie brać z nich przykładu? Powinniśmy rozwiązywać problemy w sposób pragmatyczny, gdzie najważniejszym pytaniem jest to banalne „jak żyć?”.

Pierwszą część debaty zamknął Paweł Lisowski. W jego opinii, zarządzanie to proces permanentny, zaś przy kwestiach finansowania najistotniejsza jest umiejętność zrozumienia ryzyk. Marzeń rozwojowych nie zrealizuje się w ciągu 2-3 lat, tylko dużo dłużej. Samorządy powinny lepiej wykorzystywać uczelnie.

Po naszych wystąpieniach przyszła kolej na głosy z sali. Najpierw burmistrz Śremu (45 tys. mieszkańców), Adam Lewandowski, przywołał przykład swojej gminy, która zajmuje 15. miejsce w Polsce pod względem „taniości” administracji – zatrudnionych jest w niej 1,5 tys. osób, przedszkola i szkoły przekazywane są podmiotom niepublicznym, powstają mieszkania pod wynajem. Wiele lat temu stawiał tezę, że JST powinny być konkurencyjne. Kiedyś było to coś dziwnego, a obecnie – norma. Burmistrz podkreślał, że nie we wszystkich samorządach prym wiedzie myślenie w kategoriach politycznych; w części gmin jest to po prostu zarządzanie, w tym zarządzanie ryzykiem. W regionie śremskim powstała unia gospodarcza, która wspiera przedsiębiorczość. Starają się postępować według zasady E. Deminga: widzieć, kontrolować, zmieniać. Niestety, na poziomie powiatów dominuje polityka, a nie realizowanie zadań. Mając świadomość, że nie wszystkie JST będą rozwijały się jednakowo, należy jak najszybciej wprowadzić korekty systemowe. Ważniejsze powinno być to, czym mają zajmować się samorządy, a nie – kto w nich rządzi.

Po burmistrzu wystąpił Jan Wiater z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, przekonując, że jego instytucja jest sojusznikiem zmian. Oferuje dopłaty, obligacje komunalne, a teraz także udziały. Samorządy powinny hołubić przedsiębiorców, gdyż w Polsce brakuje firm dużych i średnich. Pieniędzy jest jednak sporo. Można tworzyć spółdzielnie energetyczne z wieloma interesariuszami (rolnicy, banki, samorządy). Potrzebne byłoby wprowadzenie proekologicznych ulg budowlanych. Natomiast nie wolno dopuszczać do ekologicznych absurdów, typu ekrany akustyczne przy torach kolejowych.

Ostatnim mówcą był burmistrz Milicza, Piotr Lech. Zadał pytanie o sens odejścia od powiatów – jego zdaniem może skończyć się to recentralizacją, ponieważ ich obowiązki przejmie państwo. Argumentował również, że szpitale nie przerosły samorządu powiatowego: stale większe zadłużenie mają placówki wojewódzkie i państwowe. Odpowiedziałam krótko, że utrzymywanie trzech szczebli podziału terytorialnego generuje ogromne koszty, zadania powiatom przydzielono bez myśli systemowej, a ich obowiązki mogłyby wziąć na siebie duże gminy.

Uczestniczyłam jeszcze – jako słuchacz – w paru innych panelach, których równolegle było w sumie aż 18 (np. rewitalizacja czy cyfryzacja), ale po trzech dniach spędzonych na Kongresie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że brakuje w Polsce całościowej wizji samorządu, mogącej być konkurencyjną wobec raportu „Samorząd 3.0” Forum Od-nowa czy „Raportu o stanie samorządności terytorialnej w Polsce” prof. J. Hausnera.

Agata Dąmbska dla Forum Od-nowa

Czytaj również