Strategie zamiast reform

Drukuj

Manufaktura, ŁódźWłaśnie rozpoczyna się drugi etap konsultacji 139-stronicowego dokumentu pod nazwą Krajowa Polityka Miejska (KPM), powstającego od dwóch lat. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju pisze w nim o dziesięciu obszarach funkcjonowania miast: kształtowaniu przestrzeni, partycypacji społecznej, transporcie i mobilności miejskiej, niskoemisyjności i efektywności energetycznej, rewitalizacji (na nią ma być położony największy nacisk), polityce inwestycyjnej, rozwoju gospodarczym, ochronie środowiska i adaptacji do zmian klimatu, demografii oraz zarządzaniu obszarami miejskimi.

Trudno jednak powiedzieć, jakie były kryteria wpływające na dobór tych tematów. Co więcej, ich kolejność jest przypadkowa i nie zostały ułożone według jakiejkolwiek hierarchii ważności, co powoduje chaos zarówno w samej lekturze, jak i przy ewentualnym wdrożeniu. Brakuje myśli przewodniej, choć sami twórcy podkreślają, że ich cel to doprowadzenie do poprawy jakości życia mieszkańców. Cały tekst jest bardzo nierówny: obok punktowo ciekawych rozwiązań, większość konstatacji cechuje daleko posunięta ogólnikowość. Język dokumentu w wielu miejscach nawiązuje do urzędniczo-unijnej nowomowy, czy wręcz charakteryzuje się dość bełkotliwym stylem i wodolejstwem. Ponadto, jakkolwiek MIiR zastrzega, że rozwiązania adresowane są do miast różnej wielkości, wyraźnie czuć koncentrację na większych ośrodkach.

KPM co do istoty jest potrzebna – brakowało dotąd w Polsce spójnej, zintegrowanej wizji miast, z uwzględnieniem wszystkich partnerów dialogu społecznego (administracji rządowej, wspólnot lokalnych, przedsiębiorców, organizacji trzeciego sektora).

Tymczasem powstał, owszem, zbiór zaleceń dla samorządów, ale bez sięgnięcia do źródeł problemów, z którymi aktualnie się borykają: finansów, ograniczenia samodzielności organizatorskiej, przeregulowania. Pytanie zasadnicze, na które nie udzielono odpowiedzi, brzmi więc, jak i za co JST mają wykonywać sugerowane działania, zwłaszcza w sytuacji niedomykających się budżetów i nadmiernego zadłużenia. I czy nie będzie to przypadkiem kolejna próba ingerująca ze szczebla rządowego w niezależność wspólnot, które mają przecież odmienne uwarunkowania, priorytety i cele?

Wiele postulatów z KPM nie będzie mogło być zrealizowanych bez głębokiej ingerencji w prawo: co z tego, bowiem, że samorządy mogą współpracować przy pewnych drobnych sprawach, skoro istnieje ustawowy obowiązek np. posiadania instytucji (będących jednostkami organizacyjnymi o dużej autonomii), które jako jedyne mogą realizować dane usługi? Przykładowo, nie można stworzyć jednego ośrodka pomocy społecznej dla dwóch gmin, ponieważ każda gmina ma obowiązek posiadania własnego, oddzielnego. W tej sytuacji należałoby raczej zacząć od zmian przepisów krępujących samorządy, czyli od fundamentów. Choć, oczywiście, „polityka miejska” – jak sama nazwa wskazuje – jest jedną z polityk publicznych państwa, a nie reformą systemową w obszarze organizacji i finansów i nie można oczekiwać, że w jej obrębie rozwiązane zostaną wszystkie problemy, jakie trapią samorządy.

Najsłabiej opracowanym obszarem, co szczególnie smuci, jest „partycypacja społeczna”, o której tak wiele się obecnie mówi i która ma stanowić lek na kryzys zarządzania. Przedstawiono jedynie dwa jej instrumenty, czyli budżet obywatelski i konsultacje, natomiast nie zająknięto się nawet na temat transparentności, bez której współuczestnictwo mieszkańców w podejmowaniu decyzji dotyczących wspólnoty nie jest w ogóle możliwe. Nie ma, bowiem, partycypacji bez informacji – aby obywatele widzieli sens angażowania się w życie społeczności, musi zostać zwiększona jawność i przejrzystość działania władz, a dane dotyczące funkcjonowania samorządu nie powinny być przekazywane pytającemu według uznania urzędników, ale udostępniane bez konieczności dopytywania się.

W katalogu wątków – mimo jego szerokości – brakuje też kwestii budownictwa mieszkaniowego, potraktowanego jako osobne zagadnienie. Temat ten pojawia się m.in. w ramach demografii, ale został zbyt powierzchownie opracowany przy okazji obszaru „rewitalizacja”. Chodzi przede wszystkim o problem odnowy wielkich osiedli mieszkaniowych, tzw. blokowisk. W KPM powinny znaleźć się zalecenia odnośnie prowadzenia polityki mieszkaniowej w możliwie szerokim ujęciu. Dodatkowo, widać dysonans w kwestii zaleceń odnośnie zmian przepisów dotyczących planowania przestrzennego a aktualnie procedowanymi, coraz bardziej liberalnymi zmianami.

Dokument jest więc niesystemowy, stanowiąc raczej listę pobożnych życzeń i swoistą nakładkę na nierozwiązane bolączki. Większość proponowanych rozwiązań ma charakter jedynie haseł, a słowo „powinno” powtarzane jest w dokumencie niemal w co drugim zdaniu. KPM – choć z założenia miała być kierunkowa i wieloaspektowa – w istocie może ograniczać pole dyskusji.

Na zakończenie należy dodać, że całość powstała wprawdzie w MIiR, tymczasem bez zmian w ustawie o finansach publicznych (gestia Ministerstwa Finansów) czy samorządzie (Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji), jak również przepisów, za które odpowiada Ministerstwo Gospodarki i Środowiska, nie dojdzie do żadnych rzeczywistych przeobrażeń. Dokument dobrze egzemplifikuje tezę, że problemem w Polsce jest w ogóle działanie resortowe, zamiast międzyresortowego – skoro więc nie mamy kolegialnego zarządzania państwem przez Rząd, w tego typu projektach zdecydowanie musi brać udział więcej ministerstw. Nie wspominając już o tym, że ten przekrojowy dokument był konsultowany głównie przez grupy zawodowe związane z planowaniem i zagospodarowaniem przestrzennym oraz środowiska naukowe.

Czytaj również